wtorek, 23 marca 2010

episode one/ chapter fourth

kolejny dzień zmagań z szara rzeczywistością.
kolejny dzień przeskakiwania kłód rzucanych bezlitośnie przez wykładowców.
kolejny z serii tych pracowitych.
kolejny z nie kończących się przed 24..
I znów wszystko było by zwyczajne, niczym papier toaletowy: długie, szare i do dupy, po raz kolejny gdyby nie jedna anty-RUTYNA.

Dzień dzisiejszy był PIERWSZYM dniem wiosennym, słonecznym i niosącym nadzieje -nadzieje na poprawę nadchodzących dni, przełamanie rutyny i wyzwolenie z okowów szarości.
Bogu dzięki za słońce, regenerujące zapał i chęci do życia.

Poranna refleksja...
czy dzisiejsze pierwsze promienie odpowiedzialne za uwolnienie mnie z błogiego snu były zapowiedzią czegoś dobrego?
-czas pokaże.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz